Rozchyl tylko raz zasłonę
Z niewidzialnej bieli,
A zobaczysz taką stronę,
Od której wzrok dzieli.
Ręką, z ciała uwolnioną,
Tkniesz umarłej drżące łono,
Ciężką bramę pchniesz zamknioną
Mamertyńskiej celi.
W twojej tylko, twojej mocy,
Byś zobaczył siebie,
Byś doczekał Wielkanocy
Na twym własnym niebie,
Ujrzał świętych, twarz przy twarzy,
Którzy zstąpią z swych witraży
I roztrącą ci grabarzy
Na twoim pogrzebie.
Vides ut alta stet...
O Tobie myślę dzisiaj w ten czas bezrozumny
Wrzasków tłuszczy bezbożnej i pochlebców szumu,
Coś uszedł miedzy mirty i białe kolumny
Od nadętych pyszałków i tępego tłumu.
I tylko co najlepszych wokół siebie zwołał,
I licząc złote strofy, i sącząc płyn złoty,
Wśroód tylu burz i pokus wolnym zostać zdołał
I nie zrzekł się rozkoszy nie zdradzając cnoty.
Więc chociaż wielkim klęskom muszę dotrwać wiernie
I choć mi nie przystoi rozstać się z żałobą,
W ten jeden letni wieczór chciałbym przy falernie
Na Soracte pod śniegiem - patrzeć razem z Tobą.